Główna Travel

Weekendowy wypad do Lwowa – gdzie zjeść

Processed with VSCO with a4 preset

Cześć!

Lwów, który leży niedaleko granicy z Polską, wybraliśmy na jeden z weekendowych wypadów. Jeszcze nigdy nie byliśmy u naszych wschodnich sąsiadów, dlatego postawiliśmy na to miasto, które ostatnio stało się bardzo popularne właśnie na takie krótkie wyjazdy.

Podróż mieliśmy ciekawą, a mianowicie zaczęło się od pociągu, potem był samochód, trochę pieszej trasy a na sam koniec taksówkarz. Dlaczego tak? Ponieważ wyruszyliśmy z naszymi znajomymi z Krakowa, więc najlepiej było dojechać pociągiem z Warszawy, a potem już samochodem. Granicę przekroczyliśmy pieszo, bo jest to dużo szybszy sposób na przedostanie się na drugą stronę. Będąc samochodem czasem trzeba stać nawet 7h w długim sznurze aut. A jako, że pojechaliśmy tylko na weekend, każda godzina była dla nas cenna. Po stronie ukraińskiej nie ma problemy ze znalezieniem transportu, bo panowie „taksówkarze” sami oferują swoje usługi i chętnie zawiozą Was do Lwowa. Stawka za taki przejazd to ok. 120zł, czyli nie jakaś wygórowana. Najlepiej podróżować w 3-4 osoby, bo wtedy koszta na osobę zdecydowanie maleją.

Processed with VSCO with a4 preset

Nasza podróż z Panem kierowcą była dość ciekawa, bo nie dość, że jechał bardzo energicznie, to jeszcze bez zapiętych pasów (u nich to normalne i dziwią się, że u nas są takie zakazy i restrykcyjne przepisy), przednia szyba była pęknięta, a i prawego lusterka brakowało. No ale cóż, najważniejsze było przedostanie się do miasta. Sama droga może nie była jakaś zła, choć niektóre jej odcinki były absolutnie tragiczne. Tyle dziur, że szkoda gadać (oczywiście kierowca starał się je wszystkie omijać, przez co jechaliśmy slalomem, czasem pod prąd). Na szczęście jakoś dojechaliśmy do centrum Lwowa. Jednak jeżeli macie słabe nerwy to lepiej wybierzcie starszego, bardziej spokojnego kierowcę (tak zrobiliśmy w drodze powrotnej). Oni na pewno bez takich emocji dowiozą was do celu. Podróż od granicy do Lwowa trwa jakieś 1,5h i jest to ok 80 km.

Nocleg znaleźliśmy tego samego dnia, na booking.com, w samym centrum niedaleko rynku. Z naszych obserwacji wynikało, że ceny zaczynają się od ok. 120 zł za całe mieszkanie/apartament na jedną noc. Śmiało mogą w nich nocować 3-4 osoby. Zdjęcia w ofercie w 100% odpowiadały rzeczywistości, dlatego nie obawiajcie się rezerwacji tą drogą (jednak opinie i oceny na booking są bardzo dobrym wyznacznikiem). Dla nas największym zaskoczeniem (w sumie pozytywnym, bo tworzyło to fajny klimat) były klatki schodowe. Drewniane schody, przejścia po korytarzach znajdujących się na powietrzu – to chyba standard w starych kamienicach Lwowa. Widać, że budynki mają już swoje lata.

Processed with VSCO with a4 preset

Processed with VSCO with a4 preset

Wszędzie gdzie szukaliśmy informacji o fajnym miejscu na kolację padało hasło –  żeberka w Arsenale. Trochę obaw było, ponieważ na co dzień nie jadamy takich potraw. Ale trzeba przyznać, że żeberka były tak smaczne i soczyste, że aż rozpływały się w ustach. Jedna porcja to niecałe 20 zł. Za taką cenę w Warszawie na pewno nie kupimy takiego dania. Do tego można dobrać gotowane/kiszone warzywa, ziemniaki, napoje i oczywiście lokalne piwo. Wszystko w bardzo przystępnych cenach, zdecydowanie niższych niż w Polsce. W lokalu je się tylko rękami, bo sztućce tylko by przeszkadzały. Od razu widać, że jest to miejsce bardzo popularne, bo przy wejściu non stop jest kolejka. Swoje trzeba odczekać, ale dość sprawnie to wszystko idzie. Sala jest spora a i zdecydowanie warto odstać te 30 minut. Koniecznie zapiszcie sobie to miejsce do odwiedzenia.

IMG_2820

IMG_2805

A9122C60-0E77-4625-9CA0-E996268876DF

Podczas naszego wyjazdu trafiliśmy na dość chłodne wieczory, jednak pomimo to ludzi na rynku była cała masa. I to nie tylko turystów. Na kolejny przystanek wybraliśmy Teatr piwa. Jest to lokal gdzie można się napić i kupić piwo warzone na miejscu. Od jasnego i lekkiego, po ciemne i mocne. Najciekawsze są jednak jego nazwy i etykiety, na których możemy znaleźć takie postacie jak: Obama, Trump, Merkel czy też Putin. Mamy do dyspozycji 3 piętra z barem i muzyką na żywo. Bardzo klimatyczne miejsce do spotkań ze znajomymi przy piwku czy zaopatrzeniu się w pamiątki z wyjazdu. Tylko przygotujcie się, że w piątkową noc jest w środku jak i na zewnątrz bardzo tłoczno.

Processed with VSCO with a4 preset

IMG_2823 IMG_2824

Jak już będziecie we Lwowie to koniecznie spróbujcie miejscowej wiśniówki. Są to małe „kioski/budki” z owym trunkiem. Można spróbować jej na zimno lub ciepło. Jak kto woli. Co ciekawe ostatnio odkryliśmy, że podobne miejsce zostało otwarte w Warszawie na Nowym Świecie (nie wiemy czy to ta sama firma, ale tak samo można napić się wiśniówki).

Processed with VSCO with a4 preset

Kolejny dzień postanowiliśmy zacząć od dobrego śniadania i jak to często bywa pomocne okazało się google i opinie innych ludzi. Mieliśmy ochotę też na dobrą kawę, dlatego padło na Svit Kavy. Nie dość, że kawiarnia ta była bardzo blisko naszego mieszkania to jeszcze oferowała dość spory wybór zestawów śniadaniowych. Każdy z nas zamówił co innego. Była więc jajecznica, jajka po benedyktyńsku i omlet z warzywami. Wszystko było bardzo smaczne, a te jajka po benedyktyńsku…mmmmm…..istna poezja. Do dzisiaj o nich marzę 🙂 Ceny za takie wypasione śniadanie z kawą to ok. 16zł. A i wybór kawy bardzo zadowalający, bo oprócz standardowego cappuccino czy latte można też zamówić kawy parzone alternatywnymi metodami jak Chemex czy Aeropress. I kolejny raz powtórzymy, że w Warszawie niestety w tej cenie takiego śniadania to chyba jednak nie dostaniemy.

IMG_2858 2

Dobra, dość pisania o jedzeniu, teraz trochę o samym Lwowie i naszych wrażeniach. Rynek i wszystkie budynki dookoła momentami przypominają trochę Włochy, a trochę Warszawę w starym klimacie. Nie wybieraliśmy się poza ścisłe centrum, ale polecamy udać się do miejsca zwanego „Wysoki Zamek”, z którego rozpościera się panorama na całe miasto. Widać, wtedy, że oprócz urokliwej, starej części, miasto składa się w większości z szarych blokowisk (trochę jak u nas, prawda?;))

Processed with VSCO with a4 preset

Processed with VSCO with a4 preset

Processed with VSCO with a4 preset

Postanowiliśmy też wybrać się na najsłynniejszy/najstarszy cmentarz we Lwowie. Za wstęp trzeba zapłacić 1,5 zł, ale zdecydowanie warto. Znajduje się tam bardzo dużo zabytkowych nagrobków oraz miejsce szczególne dla polskiej historii, czyli Cmentarz Orląt Lwowskich. Sama droga do cmentarza prowadzi przez niczym nie wyróżniające się ulice, jednak można znaleźć kilka ciekawych miejsc jak wiekowe już, zaniedbane place zabaw, nieco przypominające stare filmy i ujęcia z produkcji takich jak Alternatywy 4 czy nawet jeszcze wcześniejsze. Także sami sobie wyobraźcie, co może was czekać poza centrum. Chyba po raz pierwszy w naszych wyjazdach widać było niemal cofnięcie się w czasie o dobre dwie dekady. Dopiero wtedy zauważa się jak dużo dało nam wstąpienie do UE. Rozbudowa dróg, modernizacja miast, komunikacji miejskiej itd. Tutaj ludzie jeżdżą Ładami, które pamiętają jeszcze czasy naszych rodziców i dziadków. Na początku myśleliśmy, że to może jacyś fanatycy motoryzacji, tak jak u nas czasem można zobaczyć jeszcze malucha czy dużego fiata. Ponadto nawet nowsze samochody wyglądają jakby przeżyły znacznie więcej niż mają lat. Połamane lusterka, pęknięte zderzaki czy porysowana karoseria to chleb powszedni. Ale jak to powiedział nasz kierowca, policja nie zwraca na to większej uwagi, a jak już się przyczepi to wystarczy „dać w łapę”. Komunikacja miejska również odbiega od tej u nas. Stare jak świat autobusy i tramwaje, wiecznie przepełniona a zasady na drodze chyba też nie obowiązują, dlatego uważajcie jak już zdecydujecie się na korzystanie z niej.

Processed with VSCO with a4 preset

Processed with VSCO with a4 preset

Ogólnie, jak już wspomnieliśmy, rynek jest bardzo ładny. Znajduje się w jego okolicach wiele lokali, które są bardzo różnorodne. I co ciekawe w każdym z nich zawsze było pełno, choć dla miejscowych nie zawsze są to przystępne cenowo miejsca. Wrażenie robi też budynek Opery lwowskiej położony przy prospekcie Swobody, czyli jednej z głównych promenad miasta.

Processed with VSCO with a4 preset

Processed with VSCO with a4 preset

Po przejściu niezliczonej liczby kilometrów, bo naszym w sumie jedynym transportem po mieście, były nasze nogi, przyszedł czas na obiad. Wybraliśmy się do restauracji „u Kumpla”, w którym serwują lokalne przysmaki. Kiełbasy, pierogi, różne mięsa i zupy a do tego oczywiście piwa z własnych kadzi. Kolejny raz jest tanio, smacznie i bardzo klimatycznie. Bardzo polecamy.

Processed with VSCO with a4 preset

8F06D578-8FAB-42AD-834A-3DDD3063F7F3 30181F67-77EE-4D16-9887-BE5D88BD12F3 6D082C99-526F-43D0-AE9C-55D05C5F7927

Ostatni dzień, a właściwie przedpołudnie spędziliśmy na leniwym śniadaniu w jednej z lwowskich sieciówek. I musimy przyznać, że miejsce, które wybraliśmy pozytywnie nas zaskoczyło. Lviv Croissant, czyli rogaliki z różnymi dodatkami (na słodko lub słono) i to całkiem spore te porcje. Do tego dobra kawka i śniadanie kompletne. Kolejna miejscówka z dobrymi cenami i smakami. Jak się później okazało w Krakowie otworzyła się jedna z kawiarni tej sieci, także spróbujcie przy okazji. Polecamy.

88462F0B-7606-48A8-883B-1DCFDE52CA7C

Podsumowując nasz wypad musimy stwierdzić, że Lwów jest warty odwiedzenia ze względu na historię, architekturę czy też ceny. Jak dla nas są one bardzo przystępne. 1 hrywna = 0,14zł. Więc jest to idealne miejsce na zaplanowanie niskobudżetowego wypadu do innego kraju.

Pozdro!

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *