Główna Travel

Sycylijska Katania na weekend – why not?


Hejka!

Po ostatnim naszym dużym tripie do USA, rok rozpoczęliśmy od małego city breaka do Katanii. Miasto jest położone na wschodzie Sycylii, praktycznie u podnóża aktywnego wulkanu Etna. Tak, aktywny. Najlepsze jest to, że dokładnie rok temu o tej samej porze, co my byliśmy, loty zostały wstrzymane przez erupcje i wydobywający się dym i pył wulkaniczny. Także nigdy nie znamy dnia i godziny kiedy znowu wybuchnie. Mieszkańcy muszą być czujni. Ale nie straszmy takimi katastroficznymi myślami tylko przejdźmy do szczegółów naszego wypadu.

A zacznijmy od tego, że loty były w bardzo dobrej cenie. 73zł w dwie strony na osobę, bez bagażu oczywiście (karta wizzair + do tego zniżki). Szkoda było nie skorzystać. Uwielbiamy Włochy, więc jak już trafiają się takie ceny to decyzja może być tylko jedna. Lecimy.

Lot trwa niecałe 3h z warszawskiego Okęcia – wylot mieliśmy bardzo rano w sobotę (5:55 może trochę przerażać, ale jest to wielki plus, ponieważ mamy cały dzień już na miejscu). Lądujemy na Sycyli, wsiadamy w busa i raptem po 15min jesteśmy w starym centrum Katanii (bilet na autobus kupić można w małej budce przy przystanku. Koszt to 4€/osoba). Od razu wita nas miejski targ z warzywami, owocami, owocami morza, przyprawami, itp. Coś niesamowitego jakie świeże produkty można dostać, albo wielkie cytryny czy też pomarańcze. Wszędzie unosi się gwar sprzedawców. Do tego sami lokalsi robiący zakupy. O to nam właśnie chodziło.

Mimo, że dookoła nie ma zbyt pięknych nowoczesnych budynków tylko stare zaniedbane kamienice i ten zapach ryb to jednak to wszystko ma swój klimat. Jak to zawsze podczas podróży do Włoch musimy zaliczyć pierwsze śniadanie w tradycyjnej wersji, czyli kawka + cornetto (z kremem pistacjowym). Nie było to nasze najtańsze śniadanie we Włoszech (raczej zawsze płaciliśmy mniej), ale było bardzo pyszne. Po śniadanku trafiliśmy do naszego hostelu, który znajdował się 10-15 minut piechotą od starego miasta. Jako, że było wcześnie rano to rozpoczęliśmy zwiedzanie. 

Sycylia kojarzy się wszystkim z mafią, co do dnia dzisiejszego pewnie ma swoje skutki. Stare budynki nie tak kolorowe czy białe ulice jak w regionie Apulii, ale nadal ma to swój klimat. Widać, że większości osób siebie zna. Mężczyźni gromadzą się przy kawiarenkach czy też salonach fryzjerskich. Witają się w swoim zwyczaju i od razu czuć tą atmosferę.

Zdarzyło się tak, że w niektórych mniejszych ulicach czuliśmy się trochę niekomfortowo, ale jak teraz pomyślę to brało się to z pewnie z naszej psychiki. Słowo mafia i gangi działa znacząco, do tego skupiska mężczyzn, zaniedbane ulice zrobiły swoje. Ale nikt nas nigdzie nie zaczepił, nawet nie spojrzał jakoś źle. Faktycznie jest dzielnica, od której lepiej się trzymać z daleka, ale chyba w każdym mieście jest takie miejsce, które w danych godzinach i zakątkach trzeba omijać.

Będąc we Włoszech zawsze mamy „gastro zwiedzanie”. Uwielbiamy włoską kuchnię, a do tego często ceny nie są zbyt wygórowane, szczególnie w takich mniejszych miastach. Arancini (czyli takie kulki ryżowe z nadzieniem, smażone na głębokim tłuszczu) za 2-3€ w wielu smakach i choć niepozorne do bardzo sycące. Cała pizza na wynos w pudełku od 4€ a cięty kawałek z piekarni za 1-2€, kawa (espresso) od 0,7€, panino, czyli kanapka z jakąś wędliną i serem (w naszym przypadku mortadelą) za niecałe 2€. I co najlepsze takie kanapki można kupić w praktycznie każdym sklepie spożywczym (tzw. Salumeria). Makarony od 4€, porcja lodów, do której można wybrać dwa smaki od 2€ (we Włoszech porcja to jak u nas dwie), granita (taki rodzaj sorbetu, jednak z bardziej wyczuwalną strukturą lodu),  która jest regionalnym przysmakiem od 2€ (szczególnie ta migdałowa i cytrynowa). No i jakby tego było mało to słodkości, które rozpoczynają się od 0,5€ (a wszystkie przepyszne).

Także jak sami widzicie ceny nie są bardzo wysokie, wystarczy trochę pochodzić i poszukać. My wyznajemy zasadę, że jemy w miejscach, w których spożywają lokalsi, więc u nas zawsze odpadają fancy restauracje nastawione głównie na turystów. Szukamy raczej takich w mniejszych uliczkach i nie przy głównych atrakcjach miasta. Oczywiście uwielbiamy miejscówki z klimatem i pięknym wystrojem, ale we Włoszech liczy się dla nas prawdziwa kuchnia i atmosfera panująca dookoła.

A wracając do pysznych słodkości musimy wam zdradzić gastronomiczny hit tego wyjazdu, czyli Crispelle di riso catanese. Swojego rodzaju pączki, ale składające się dodatkowo z ryżu. Takie ciasto smaży się na głębokim tłuszczu i posypuje cukrem pudrem. Jest też wersja, gdzie sprzedawca przecina taki „pączek” i środek smaruje różnymi kremami (nutella, krem pistacjowy, biała czekolada itd.). Doznania smakowe są niesamowite, a najlepsze jest to, że punkt sprzedający ten smakołyk mieliśmy prawie pod samym hostelem.

Całe stare miasto zwiedziliśmy spacerując, co skutkowało ponad 20 tys. kroków dziennie. Katania nie jest jakaś duża, więc odległości też nie są jakieś wielkie Nawet na plażę można było dojść w ok. 15 minut z naszego hostelu. Jedynie Etna wymaga użycia transportu i bardziej zorganizowanej wyprawy. Niestety nie wystarczyło nam czasu na taką wycieczkę, więc następnym razem będzie to punkt numer jeden.

Koniecznie musimy też napisać o pogodzie, która przywitała nas fantastycznie. Kiedy w Warszawie było szaro, deszczowo i zimno to w Katanii mogliśmy cieszyć się temperaturami ok. 15-18 stopni i świecącym słońcem. Jak sami widzicie, łatwo było więc dużo spacerować i czerpać z bardzo pozytywnej aury. Szkoda, że na taką pogodę u nas musimy jeszcze trochę poczekać.

Na lotnisko można dostać się też komunikacją miejską i bilet wtedy kosztuje ok 1-1,5€, więc jeszcze taniej niż kiedy przylatywaliśmy. Samo lotnisko jest położone bardzo blisko miasta, więc jest to duży plus. Jeżeli wybieracie się w inne miejsce na Sycylii to można na miejscu kupić bilety na busy, które zawiozą was praktycznie do każdego jej zakątka. Po wylądowaniu trzeba się kierować według oznaczeń, a bilety można kupić w takich małych kioskach przy przystanku.

Tak jak sami widzicie, Katania nie należy do drogich destynacji, co umożliwia krótki wypad na weekend. My byliśmy od soboty rano do wtorku rano i postawiliśmy na noworoczny chill bez większego planu zwiedzania. Gdyby zostać jeszcze kilka dni to na pewno można sobie pozwolić na wypad na Etnę czy jakiś mały trip po wyspie. Jeżeli macie jakieś pytania to piszcie do nas śmiało, a teraz zostawiamy Was z fotkami. A poniżej dajemy listę miejsc, w których byliśmy, jedliśmy i polecamy!

Pozdro!

Wybraliśmy 5 takich miejsc, do których z pewnością wrócimy jak tylko będziemy ponownie w Katanii:

1/ Cukiernia i piekarnia w jednym z pysznymi Arancini – Pasticeria Savia

2/ Cukiernia i lodziarnia – C&G Cioccolato e Gelato

3/ Miejsce, w którym kupiliśmy najlepszą rzecz tego wyjazdu, czyli Crispelle di riso catanese (nawet nie ma go oznaczonego na mapach google) – Cukiernia (wstawiamy po prostu jej lokalizację)

4/ Pizzeria – Pizzeria del Centro Baldoni Bernardo

5/ Pyszne i tanie makarony (te ze zdjęć) – Trattoria del Caveliere

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *