Główna Lifestyle Travel

Z dziennika podróżnika – Tajlandia Dzień 9 i 10

Cześć!

Nareszcie nadszedł czas relaksu, oczywiście nie takiego całkowitego i polegającego na leżeniu plackiem. Jednak będąc na wyspie postanowiliśmy więcej czasu poświęcić na wypoczynek. Pierwszy cały dzień na wyspie to czyste lenistwo. Jak wspominaliśmy poprzednio, noc mieliśmy nieprzespaną, do tego zmęczenie podróżą, stąd też nie mamy siły na nic innego jak plażowanie. Słońce, woda i można wypoczywać. I tak praktycznie upłynął nam cały dzień. Z małymi przerwami na jedzonko oczywiście, które na Koh Chang było równie smaczne co w Bangkoku.

DSC_1370

A teraz wracając do niespodzianki obiecanej w ostatnim wpisie. W wolnych chwilach, kiedy mieliśmy dostęp do internetu, oglądaliśmy na Snapchacie ekipę z Hollycow travel, która odbywała swoją wyprawę po Kambodży i Tajlandii. Wśród nich była blogerka What Anna Wears, którą również obserwujemy na Instagramie (może część z was kojarzy zarówno Hollycow jak i Anię ze swoich poczynań). I tak pewnego razu odtwarzając story na Snapie zauważyliśmy jakieś znajome miejsce. I jakież było nasze zdziwienie, że był to hotel, w którym i my się zatrzymaliśmy. To takie niesamowite, że oglądając kogoś na ekranie smartfona, można na drugim końcu świata spotkać tą osobę czy osoby, na dodatek zaraz w domku obok. Było to bardzo miłe doświadczenie na koniec dnia. Kolejny raz widać jaki świat jest mały.

Kolejny dzień na wyspie. Ten poranek daje nam dużo siły. Noc tym razem przespana, choć dźwięki z dżungli były tak samo głośne. Stopery w uszach pomogły. Jako, że energia nas rozpiera postanowiliśmy trochę poznać naszą wyspę. Decyzja padła na Lonely Beach, czyli oddaloną od naszego hotelu o jakieś 2 km plażę. Postanowiliśmy „zdobyć” ją na piechotę, bo co to dla nas taka odległość. Rzeczywistość jest jednak zgoła odmienna, gdyż nie przewidzieliśmy, że droga na plażę będzie wiodła pod mega stromą górkę, a za nią będzie kolejna i to niewiele mniejsza. Dodając do tego prażące słońce, odpuszczamy. Co można zrobić w takiej sytuacji? Wypożyczyć skuter! Wzięliśmy go od razu na dwa dni, co kosztowało nas 300 bahtów (ok. 30 zł) plus koszty paliwa oczywiście. Widzicie, więc że cena niewysoka zachęca do takiego rodzaju transportu 🙂

YDXJ0802

Posiadając już skuter droga na Lonely Beach nie stanowi już problemu, chociaż na krętych i stromych drogach czasem czujemy się jeszcze niepewnie. Wynikało to z małego doświadczenia w prowadzeniu skutera w takich warunkach. Po dotarciu na plażę stwierdziliśmy, że nie jest to niewiadomo jaka atrakcja, więc jedziemy dalej. I tak pokonując kolejne kilometry osiągamy małą miejscowość Bang Bao, które położone nad zatoką jest niczym innym, jak w większości, miastem na wodzie. Miejsce to jest czysto turystyczne, takie odnosimy wrażenie, bo wszędzie znajdują się stragany z pamiątkami. Warto jednak poświęcić trochę czasu na dojazd do tego miasteczka, chociażby po to, by udać się na spacer do latarni, która jest na skraju molo, do którego przycumowane są łodzie, zarówno rybackie jak i turystyczne.

DSC_1428 DSC_1426 DSC_0004 DSC_1422 IMG_5374 YDXJ0812 IMG_5365

Wyruszamy na dalszy podbój wyspy, jednak po kilkuset metrach zjeżdżamy z asfaltowej drogi na dużo mniejszą, zrobioną z wielkich płyt, która ni stąd ni zowąd kończy się pośrodku dżungli. Niby mapa pokazywała, że tak może właśnie być, jednak nie spodziewaliśmy się, że nastąpi to tak gwałtownie i aby dostać się na drugą stronę wyspy trzeba objechać ją dookoła. Po drodze trafiamy jeszcze na małą plażę, na której jednak nie ma za wiele miejsca do odpoczynku. Wracając w stronę miejsca, z którego wyruszyliśmy, wstąpiliśmy do jakiejś małej lokalnej knajpki i zjedliśmy Pad Thaia (czego mogliście się już domyślić :P).

IMG_5379

DSC_1363

Minęliśmy nasz hotel i udaliśmy się w drugą stronę wyspy, pod drodze podziwiając uroki tego miejsca i tego, że praktycznie cały jej środek pokrywała dżungla. Jak wcześniej przeczytaliśmy ok. 80% wyspy jest niezagospodarowane i porośnięte gęstym lasem. Jechaliśmy dobre 30 minut po czym dotarliśmy do plaży White  Sands Beach. I chyba do tej pory, było to najbardziej turystyczne miejsce. Widać to było zarówno po ekskluzywnych hotelach, jak również po cenach w sklepach, które były wyższe o dobre 20% niż w naszej miejscowości.

I chociaż sama plaża była duża, ładna i bardzo szeroka jak na tutejsze warunki, to coś nam nie pasowało. Nikt się nie kąpał w morzu. Postanowiliśmy to przełamać i trochę poplażować. W końcu taki upał fajnie będzie pokąpać się trochę i ochłodzić w wodzie. Wchodząc do wody zauważamy meduzę, najpierw jedną, potem drugą i kolejne. Postanowiliśmy sprawdzić w necie czy są one niebezpieczne. I okazało się, że niektóre gatunki żyjące w tym rejonie mogą być jadowite. Zdażyło się również kiedyś, że jakaś zbłąkana meduza spod Australii dotarła do wód u wybrzeży Tajlandii i swoim jadem uśmierciła kąpiącego się człowieka. I teraz nasze zdziwienie, że nikt nie przebywa w wodzie nabrało sensu. Wszyscy bali się meduz. Pakujemy się więc szybko i zbieramy się na plażę, którą już znaliśmy, Kai Bae Beach. Tam mieliśmy pewność, że nie spotka nas nic niebezpiecznego.

IMG_5396 DSC_1350 DSC_0039

Kolejny zachód słońca na, można już powiedzieć, naszej plaży. Kolejny posiłek ze świeżych produktów, shake z mango i możemy zakończyć nasz pełen przygód dzień. A jako, że skuter będziemy mieli jeszcze przez jedną dobę, następny dzień zapowiada się równie ciekawie.

DSC_1365 DSC_1393

Pozdro!

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *