Główna Lifestyle Travel

Z dziennika podróżnika – Tajlandia Dzień 5

Cześć!

Dawno nie było kolejnej odsłony naszych przygód w Tajlandii. Musicie nam to niestety wybaczyć, ale koniec roku był naprawdę zwariowany i czasu nie mieliśmy tak naprawdę na nic, a wiadomo jak to jest po całym dniu. Ostatnim czego się chce to spędzić kolejne godziny przed monitorem, no ale teraz wracamy już powoli do normalności i postaramy się, aby na bieżąco pojawiały się kolejne dni naszej dalekiej wyprawy.

Dzień po powrocie z Chiang Mai, gdzie biliśmy rekordy przebytych pieszo kilometrów, więc można było trochę dłużej pospać. Trzeba naładować baterie przed kolejnym dniem podbijania Bangkoku. Plan był bardzo prosty. Musimy w końcu zobaczyć świątynie. Do trzech razy sztuka, bo tym razem nie damy się nabrać na głupie teksty miejscowych, że dzisiaj zamknięte lub inne bajeczki, które na celu mają tylko wybranie droższych „atrakcji”. Oczywiście, aby dostać się w okolice świątyń, wybieramy wodny tramwaj, bo nie dość, że najszybszy to i tani oraz nie stoi w korkach. Jako pierwszą na celownik bierzemy Wat Saket, czyli Złotą Górę. Za wejście trzeba zapłacić 40 bahtów, czyli ok. 4 zł, a więc niedużo jak na tak turystyczne miejsce. Jaki jest największy minus tego miejsca? Niekończące się schody i choć jest to „tylko” 318 stopni to w upale przekraczającym 30 kresek wydaje się, że jest ich co najmniej trzy razy tyle. Po wejściu na sam szczyt największe wrażenie robi na nas widok na Bangkok, który jest iście panoramiczny.

dsc_1122 dsc_1123 dsc_1128 ydxj0496

ydxj0494

Jako kolejny punkt naszego dnia obieramy świątynie Śpiącego Buddy, Wat Pho. Pokonując kolejne uliczki i będąc prawie na miejscu, na środku skrzyżowania zatrzymuje nas wojskowy i nakazuje się zatrzymać. Trochę nas to zaskoczyło, no ale przecież nie będziemy się spierać z mundurowym. Ruch na ulicy zamarł, wszyscy powychodzili ze sklepów i stanęli na baczność. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie można było się nikogo spytać o co tak naprawdę chodzi. Po chwili przez skrzyżowanie przejeżdża kolumna wypasionych samochodów rządowych. Nie mija chwila i ruch uliczny powraca do normy, a my udajemy się w kierunku Pałacu Królewskiego. Oczywiście na swojej drodze spotykamy uprzejmą kobietę, która odradza nam w ogóle jakiekolwiek świątynie tego dnia i poleca znajomego kierowcę tuk tuka, który dużo taniej zabierze nas w ciekawsze i otwarte miejsca. Dodaje, że ma męża anglika, dlatego tak dobrze mówi po angielsku. A nam zapaliła się lampka, bo kolejny raz zdarza się podobna sytuacja, więc tym razem nie dajemy się nabrać i idziemy przed siebie, bo sami chcemy się przekonać jak to naprawdę jest z tymi świątyniami. W samym pobliżu Pałacu Królewskiego rozłożonych było kilkadziesiąt dużych namiotów gdzie rozdawana była woda, kawa i różne przekąski, a wśród nich musieliśmy przejść kontrolę, niemal jak na lotnisku. I jako, że po śmierci króla jego pałac rzeczywiście nie był akurat dostępny dla turystów, to już świątynia Śpiącego Buddy przyjęła nas z otwartymi drzwiami. Także rada dla wszystkich, którzy wybierają się do Bangkoku: jeżeli na ulicy zaczepi was jakiś życzliwy miejscowy i zacznie opowiadać, że miejsce do którego idziecie jest zamknięte i zaoferuje wam „tańszą” opcję to nie dajcie się nabrać, bo to zwykli OSZUŚCI, którzy jedynie czyhają na waszą nieznajomość miasta i oczywiście wasze pieniądze!

A wracając do tematu świątyni Wat Pho, to za wejście trzeba zapłacić 100 bahtów, więc również nie jest to majątek jak na tak wspaniałe miejsce. Główną atrakcją jest posąg największego leżącego Buddy na świecie. Dodatkowo na terenie całego kompleksu znajduje się wiele ciekawych zakamarków, rzeźb czy budowli związanych z Buddyzmem. Naprawdę polecamy to miejsce.

ydxj0523 dsc_1173 dsc_1163 dsc_1150 dsc_1144 dsc_1145

Jako, że byliśmy w pobliżu kompleksu świątyń i pałacu królewskiego postanowiliśmy się przejść po okolicy. A nuż uda nam się ukradkiem zobaczyć coś ciekawego. Niestety, tak jak podejrzewaliśmy od początku, wszystko było pilnie strzeżone przed nieproszonymi gośćmi. Jednak najbardziej zaskoczyło nas co innego, a mianowicie wszechobecne stoiska, gdzie rozdawano wodę, kawę, owoce, jedzenie i przekąski, a wszystko dlatego, że z całej Tajlandii zjeżdżali się mieszkańcy z całego kraju, aby oddać hołd zmarłemu królowi, a często są to ogromne odległości. A najlepsze jest to, że i nam dosłownie wciskano wszystkie te rzeczy. Głupio było odmawiać, tak aby nie urazić miejscowych, więc czasami braliśmy jakieś podarki, głównie wodę, bo tej nigdy za dużo.

dsc_1215 dsc_1211

Po intensywnym poranku wśród pięknych budowli świątynnych postanowiliśmy pojechać do centrum handlowego MBK, a jako że w okół nas było pełno ludzi zapytaliśmy się kogoś o to jak najlepiej się tam dostać (posiłkując się oczywiście google maps). Wskazano nam drogę do autobusu nr 48, który jedzie bezpośrednio pod drzwi MBK. Wszystko było by fajnie, gdyby nie to, że cała komunikacja, w związku z żałobą, została skierowana na objazdy. Po 20 minutach na przystanku stwierdziliśmy, że to nie ma sensu i musimy spróbować innej opcji. Poszliśmy na drugi przystanek, ok. 700 m dalej. I tak minęło kolejne 20 minut. Oczywiście zaciekawienie Tajowie pytali nas gdzie chcemy dojechać itp. i z uśmiechem wskazywali miejsce gdzie powinniśmy się udać, aby wsiąść w dobry autobus. I tak od przystanku do przystanku, jak w jakimś filmie. Minęła godzina a my kręciliśmy się praktycznie w kółko. Pomyślicie sobie, że mogliśmy wsiąść w tuk tuka, taksówkę czy Ubera, ale w tym miejscu i czasie było to praktycznie niemożliwe, oczywiście ze względu na zamknięcie części ulic aplikacja Ubera pokazywała ponad 1 godzinę oczekiwania na wolny samochód).

dsc_1210

Kiedy już myśleliśmy, że nie uda nam się wydostać z okolic pałacu i będziemy musieli iść pieszo kilka kilometrów, jakiś starszy Pan w niezłym angielskim wskazał nam jeszcze inny przystanek autobusowy, z którego podobno co 10 minut odjeżdżają autobusy w pożądanym przez nas kierunku. I co?! Starszy pan miał rację! Do tej pory jesteśmy mu wdzięczni:)

Trafiliśmy na autobus bez klimatyzacji, ale po takich przygodach, cieszyliśmy się, że udało nam się usiąść. Droga zajęła nam z 30 minut i wreszcie dotarliśmy do celu. Z zewnątrz centrum MBK wydawało się zwyczajną galerią handlową, jednak nie dajcie się zwieść. To istna kolubryna i gigant wśród shopping mallów:P Siedem pięter, wśród których znajdziecie wszystko. Ubrania, dodatki, elektronika, artykuły spożywcze, restauracje, kino, kręgle. A w 90% rzeczy wszystko to podróbki, ale nie byle jakie. Ich jakość często nie odbiega od oryginałów, jest z metkami, hologramami itp. Będziecie w szoku! Dlatego jeżeli chcecie kupić coś dla siebie lub na prezenty dla rodziny czy znajomych, to udajcie się właśnie do MBK, ale za wczasu zarezerwujcie sobie kilka godzin.

Po całym dniu wrażeń i emocji nie mamy ochoty na nic więcej. Wsiadamy w autobus (tym razem mamy pewność, że jedzie on pod nasz apartament) i idziemy spać. Nareszcie można odpocząć!

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *