Główna Travel

Z dziennika podróżnika – Bari – Włochy

Cześć!

Przyszedł czas na kolejne miasto z naszej wyprawy, tym razem Bari. Z Pescary dojechaliśmy tam autobusem FlixBus (ok. 3 godz. Koszt 70zł). Jest to miasto, będące stolicą Apulii, regionu w południowo-wschodniej części Włoch, wzdłuż wybrzeża Adriatyku.

Do Bari dotarliśmy popołudniu, więc jeszcze nie wszystko było otwarte. Zameldowanie przebiegło szybko i sprawnie, ale niestety hostel, który wybraliśmy nie przypadł nam do gustu. Zapamiętajcie nazwę Guest House Stazione Centrale i jeżeli możecie zdecydujecie się na coś innego.

Kiedy zostawiliśmy bagaże trzeba było ruszyć w miasto. Pierwszy punkt na mapie to stare miasto. Są to typowo włoskie kamienice postawione bardzo blisko siebie – okno w okno, drzwi w drzwi. Wieczorami domownicy wychodzą przed budynek i rozmawiają z sąsiadami, a między nimi przechadzają się turyści, którzy podziwiają te klimatyczne i wąskie uliczki. Co jest jeszcze bardzo charakterystycznego dla tego miejsca, to pranie, które wisi nad waszymi głowami i wszędzie unosi się jego świeży zapach. Taki urok tego miejsca.

Bari jest większym miastem niż Pescara i od razu to widać. Bardziej czuć klimat miasta niż morskiego kurortu, pomimo, iż również ma dostęp do morza i plaży. Pierwsza kolacja i znów na talerzu Robsona ląduje pizza. Tym razem bianca (sama mozzarella). Ja zdecydowałam się na carbonarę (7€) – już od dłuższego czasu marzył mi się włoski makaron, a nie było łatwo znaleźć miejsce, w którym go podają. Poza tym wszędzie tylko ryby i owoce morza. Postawiliśmy na restaurację Bari-Napoli, która była jakieś 10 minut drogi od centrum starego miasta. Był to starszy lokal, z dobrymi opiniami, z którymi zgadzamy się w 100%. Moja carbonara to była istna petarda. Idealnie ugotowany makaron, boczek i prawdziwy sos z jajek i sera, a nie to co serwują nam polskie knajpy, na śmietanie. Porcja była bardziej niż zacna, tak że we dwoje się najedliśmy. Pizza również była przepyszna. Jako, że kolacja zaliczona czas na deser, lody. Natrafiliśmy na lodziarnię Gelateria Catullo Cavour, w której było chyba ze 30 smaków. Uwierzcie, ciężko było się zdecydować. Koszt 1 porcji to 1,80-2€ (można wtedy wybrać jeden smak). Większa porcja to 2,50€ (dwa-trzy smaki).

Kolejnego dnia z samego rana postanowiliśmy wybrać się na plażę. Jednak tutaj zamiast dużej i szerokiej plaży jak w Pescarze, czekał na nas mały skrawek ziemi, oddalony jakieś 20 minut spacerem od centrum miasta. I choć plaża była czysta i zadbana poczuliśmy małe rozczarowanie. Niestety nie można mieć wszystkiego, bo samo miasto bardzo się nam podobało.

Resztę czasu w Bari postanowiliśmy spędzać na poznawaniu jego smaków i chłonięciu klimatu portowego miasta. I tak oto pojawiła się szansa na spróbowanie owoców morza. Na pierwszy ogień poszły: małża włochata, małża czarna i ostryga (Pescobar – miejsce, w którym wszystko jest na sztuki. Od 1 do 2,5€ za sztukę). Oczywiście to Robson podjął się tego wyzwania i szczerze powiedziawszy ich smak jakoś nie zachwycił. W sumie to nie wiemy gdzie tkwi ich ewenement i ogólny szał na tego typu produkty. Oczywiście dla fanów owoców morza Bari będzie świetnym miejscem na wyżerkę, bo w samym porcie od rybaków można kupić wszystko to co da się zjeść 😉 Krewetki, małże, jeżowce (5€ za talerzyk). To właśnie na te ostatnie padł nasz wybór. Ich wygląd może nie zachęca, ale w smaku nie były tragiczne. Najważniejsze, żeby będąc w nowym miejscu próbować rzeczy, do których nie ma się dostępu na co dzień.

Mówiąc o lokalnych przysmakach musimy napisać o placuszkach z polenty smażonych na głębokim tłuszczu przez miejscowe kobiety. Z reguły wystawiają się wieczorem w dość turystycznych punktach starej części miasta. Niestety oprócz tego, że są one mega tłuste to w smaku są bardzo nijakie. No, ale spróbować trzeba było.

Znaleźliśmy też jedno miejsce, które odpowiada naszemu barowi mlecznemu. Wybierasz sobie danie, płacisz od 3 do 5€ za talerz i kucharz nakłada Ci sporą porcję risotta, makaronu, sałatek. Wybór jest naprawdę spory i to głównie z dań typowych dla regionu Apulii. Polecamy, bo danie było bardzo smaczne. Miejsce nazywa się El Pedro.

Pozdro!

___________________________________________________________________________________

Przykładowe menu z restauracji (tej z carbonarą):

IMG_2371 IMG_2373 03BF8289-FE3D-4A4B-975E-9A901E7F3E42

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *